Włącz tą piosenke! https://www.youtube.com/watch?v=5o7TUqfxYao&hd=1
Było to 20 grudnia 2014 roku. Wszyscy robili świąteczne pożądki...zakupy...kupowali prezęty...tylko Marcelina sama,zamknięta w czterech ścianach miała dość...tego całego zamieszania i plątaniny...kłopotów i życia... na samą myśl o tym co jest teraz i co będzie, robiło jej się nie dobrze...to wszystko ją przerastało... jedyne wsparcie miała tylko w Patryku... W Patryku, który był jej największą miłością jaką dotąd spotkała... Niestety mieszkali bardzo daleko od siebie, a on nawet nie miał pojęcia co ona do niego czuje... Chciała mu o tym powiedzieć już dawno, ale nie miała odwagi...oby dwoje mieli takie same problemy... takie same myśli i marzenia... szli tymi samymi ścieżkami i plątali się pomiędzy zagubionymi ludźmi, którzy tylko udawali, że jest dobrze... Marcelina była przekonana, że wszystko co dobre kiedyś się kończy...że nic nie trwa wiecznie, a życie zrobi wszystko, żeby było jak najgorzej... nie odczuwała szczęścia a tym bardziej poczucia swojej wartości... Podobnie jak Patryk...To śmieszne ale Zarazem dziewczyna jak i chłopak mieli więcej pomysłów na śmierć niż na życie... Z każdym dniem popadali w większą depresje... Coraz bardziej oddalali się od ludzi...Dniami..Tygodniami...miesiącami...nie wychodzili ze swojego pokoju...Marcelina myślała, że Patryk jest z nią w 100% szczery lecz jak się potem okazało nie wiedziała najważniejszej rzeczy...najważniejszej, która zapewne zmieniłaby jej życie... Po pewnym czasie dziewczyna zaczęła się martwić..jej kontakty z Patrykiem zaczęły się zmieniać...nie rozmawiali już tyle..praktycznie nie rozmawiali już wcale... nadszedł dzień wigilii... Marcelina z niechęcią wyszła ze swojego pokój, aby zasiąść do stołu ze swoją rodziną i złożyć sobie życzenia... Śpiewając Kolendy, po twarzy 15-latki zaczęły spływać ledwo widoczne łzy... z czasem woda z jej oczu skraplała się coraz bardziej... usłyszała dzwonek swojego telefonu...był to Patryk...z uśmiechem na twarzy odebrała i poszła do swojego pokoju...patrząc w niebo, usiadła na oknie sądząc, że ukochany chciał złożyć jej życzenia...nie myliła się... usłyszała dużo miłych słów słów, od których pierwszy raz od długiego czasu zrobiło jej się tak przyjemnie... ale to co potem usłyszała całkowicie ją zamurowało i odmieniło jej życie o 180*...
Część dalsza nastąpi xD

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz